przydawka

STALINGRAD WYGRANY! 2010-02-01 15:45:57

Dzisiaj przyszła ostatnia lista poległych i ocalonych z bitwy z Generałem Odziemkowskim! Zaliczyłam Historię na 4,5! Nie ściągałam. Tym większą mam satysfakcję i nieopisaną radość. W historii bitwa pod Stalingradem zakończyła się 2 lutego. My zakończyliśmy ją 1 lutego. Czyli można rzec, iż historia się powtarza.

Oczywiście są ofiary. Tej i poprzednich bitew. Ale mamy świadomość, że te osoby mają szansę na odwet. Rewanż na który muszą się umówić i.. zaliczyć. Ja mam spokój. Przynajmniej na dzisiaj na wieczór. Od jutra zaczynam kolejną batalię. Tym razem muszę się przygotować z Pomarańczowej Rewolucji. I już w tę niedzielę!

Także od bitwy do bitwy. Od potyczki do potyczki. I tak na stępne dwa i pół roku.

skomentuj (1)

skandal 2010-01-30 21:52:52

Poniżej przedstawam parodię stylu pisania artykułów z naszego wspólnie z dziewczynami wielbionego od wieków - dziennika FAKT! Tamtejsi dziennikarze potrafią - w zależności od głupiego widzimisię - przedstawić jedną sytuację w sposób tak absurdalny i niedorzeczny.. a zarazem tak żałosny.. Że nic, tylko trzeba przeczytać także tę przypowieść. Wczoraj doszło między mną i panną Emi a jednym staruszkiem z osiedla do zażartej polemiki. Dla redakcji Faktu pewnie brziałoby to tak: O tym jak dwie nazistki.. a z resztą spójrzmy na dół.




Dzisiaj w godzinach przedpołudniowych w sklepie Społem niedaleko zajezdni na Woli, dwie osiedlowe łobuzice ustawiły się w kolejce do kasy, by zakupić wódkę i papierosy. W kolejce przed tymi dwiema kryminalistkami ustawił się biedny emeryt z pobliskiej kamienicy. Kiedy Marta B pseudonim "dziunia" i Emilia C pseudonim "żmija osiedlowa" przepychają się do przodu (przy pomocy kasteta, ciężkich glanów obleczonych żelazem oraz dwóch scyzoryków) krzyczały i smiały się do rozpuku - staruszek delikatnie poprosił o zachowanie ciszy. Wtedy w Martę B - której dziadek służył w Wermahcie, a konkubent uciekł za granicę przed alimentami za 12 swoich dzieci - wstąpił szatan. Zaczęła wydzierać się na biednego dziadka machając mu przed oczyma kastetem i łańcuchem. Staruszek zapytał ile mają lat. Znany na osiedlu filantrop i dobrodziej każdemu dziecku kupuje tyle wafelków ile dana osoba liczy lat. Zapytawszy nazistki o wiek, usłyszał - tym razem od Emilii C - grad wyzwisk i gróźb karalnych. Zrozumiał, że jest atakowany i próbował się wycofać. Wtedy wspominana już Emilia C - której dwaj konkubenci odsiadując w San Quentin wyrok za morderstwa - zagroziła dziadkowi śmiercią, twierdząc, że nie przeżyje następnych dwudziestu lat. Całości przyglądali się sterroryzowani pracownicy sklepu oraz sąsiedzi. Ktoś nawet zawiadomił policję, ale terrorystki zdążyły zbiec z miejsca zbrodni. Chodzą słuchy, że Marta B ma w policji znajomych, a Emilia C od dawna rządzi w osiedlowej zorganizowanej grupie przestępczej. Sprawę prowadzi prokuratura.

skomentuj (0)

czas odwilży i traumatyczna reklama 2010-01-25 22:33:05

Na miejscu grupy docelowej płatków Cini Minis - czyli bachorków siedzących za stołem i drących japę o coś słodkiego - poczułabym się conajmniej zaniepokojona (kliknij w płatki)

m

skomentuj (0)

bitwa z Generałem Odziemkowskim 2010-01-24 21:25:33

Czuję się w miarę usatysfakcjonowana. Nie wiem czy mam prawo być spokojna, bowiem Generał Odziemkowski jest bardzo łagodnym człowiekiem i zabójczo wymagającym profesorem. Usposobienie największego przeciwnika w sesji zimowej, zaraz obok Feldmarszałka Wojtaszczyka - jest stuprocentowo profesjonalne. Generał nas nie straszył. Uśmiechał się i z uśmiechem przedstawił nam pięć zagadnień. Pięć pytań. Rozpoczęłam batalię i oddałam pracę jako ostatnia. Napisałam dużo. Ale czy z moich wypocin wyniknie cokolwiek? Czy zdam?

W tym tygodniu wywieszona zostanie lista poległych oraz rannych. Wątpię by ktokolwiek wyszedł z tego bez szwanku, ale nawet ranni - nadal będziemy żyć. I nadal możemy bić się o zaliczenie tego roku. Za dwa tygodnie umówimy się na wielką bitwę z dwoma potężnymi przeciwnikami, ale nie trwożą nas już tak jak Prawo i Historia. W ten weekend walczyliśmy o zaliczenie semestru. Później będziemy walczyć o punkty. Też istotne, ale nie tak priorytetowe jak ostatnio.

Wiem już, że nauka do wczesnych godzin porannych (podobno godzina 3.00 częściej nazywana jest ranną niżeli nocną) być może odnosi skutek, ale wzmaga wzrost adrenaliny następnego dnia. Tak bardzo się bałam. Bałam się, ale poszłam na front. I wiem, że tak trzeba. Trzeba iść na front i uśmiechać się.

skomentuj (0)

pierwsza potyczka pod Stalingradem.. 2010-01-23 23:49:43

... za nami. Dzisiejsza temperatura odczuwalna w ciągu dnia była bliska zeru absolutnemu. W nocy - równa. Uniwersytet mieści się w byłym garnizonie Marszałka Piłsudskiego pod lasem. Dzisiaj wszędzie znajdowały się metrowe zaspy. Mróz szczypał w każdą odsłoniętą lub nie dość zakrytą część ciała. Wiatr hulał, a my niczym czterdziestopięcio osobowa kompania ruszyliśmy na naszą pierwszą bitwę o wygrany semestr. Aura zbliżona do Stalingradu z czterdziestego drugiego. Byliśmy zdeterminowani, niewyspani i głodni. Po kilku herbatach i niedokończonym kapuśniaku w szkolnej stołówce ruszyliśmy na wroga.

Zaczęło się kwadrans po jedenastej i trwało niewiele ponad dziesięć minut. Wyniki boju miały być wywieszone już w poniedziałek, ale pułkownik Jarentowski, dowódca piątego pułku Nauki o Prawie wystawił bilans strat i ofiar już dzisiaj po północy. Ja przeżyłam. Michał i Karolina również. Doznaliśmy pewnych ran postrzałowych o których dowiedzieliśmy się tuż po wyjściu z sali, ale udało się! Tę bitwę udało nam się wygrać. Jutro dwie następne. Pięć mniejszych w postaci zwykłego "zal" w indeksie już mam. Jeszcze tylko dwie bitwy i wojna wygrana! Tylko dwie do pełnego sukcesu.. tak niewiele. Ale jakich przeciwników mamy tym razem! Młodszego sierżanta Cebula - zastępcę dowódcy sił zbrojnych Nauki o Polityce, oraz Wilka Pustyni.. Generała Najnowszej Historii Politycznej Odziemkowskiego. Wygrać z Generałem oznacza geniusz strategiczny. Ale przegrać i wykrwawić się w pojedynku z nim - to nie hańba.

skomentuj (0)

Pielgrzymka do Mekki 2010-01-21 23:11:53

Zziębnięci i osłabieni, przedzieraliśmy się przez skutą lodem Warszawę. Z okolic cmentarza Powązkowskiego przez Centrum i Mokotów, po ośnieżony Służew nad Dolinką. Gdy po blisko godzinie podróży trafiliśmy TAM - nasza radość nie miała granic. Zaopatrzeni w jedną niewielką książkę o prawie oraz notatki z nauki o polityce - powitani zostaliśmy w progach NAJTAŃSZEGO XERO W WARSZAWIE!

Z Karoliną i Michałem byliśmy trójką pielgrzymów, którzy podobnie jak cała reszta podróżujących po mieście studentów, trafiła do Mekki każdego wojaka toczącego regularne bitwy o wyższe pełne. I nasza trójka napotkała inną trójkę, która wypełniła nasze serca miłością i spokojem. Nigdy nie czułam większego szacunku i podziwu dla szerego pracownika punktu xero, niżeli dla tych młodych ludzi. Wszędzie śnieg i lody. Mróz i Syberia, a oni dzisiaj przyjmowali do 22.00!

Dwóch kapłanów oraz jedna adeptka przywitali nas z uśmiechem i życzliwością, poczęstowali czekoladą i skopiowali nam tony pergaminów za niecałe 3 złote. Po ponownym zawitaniu w ich skromnych, acz przytulnych progach - po tym kiedy mości Michał przezwyciężył swój marazm i powziął za cel skserowanie i sobie materiałów z prawa - kapłani zaproponowali nam zamieszkanie u nich. A byłoby co robić. Pielgrzymów codziennie mają setki. Zwłaszcza przed tą THE FINAL BATTLE zwaną sesją zimową. A jutro odwiedzi ich telewizja. Taki los bohaterów Warszawy.

xero

skomentuj (0)

sesja nadchodzi 2010-01-21 09:54:46

Spojrzałam w oczy smoka i przeraził mnie. Wiem, że nie jestem z tą trwogą osamotniona. Wiem, że są ludzie, którzy podobnie jak ja - nie potrafią cieszyć się na nadchodzącą bitwę. A bitwa takowa odbędzie się już w sobotę.

Sesja.

Nie zdawałam sobie sprawy z tego jak bardzo pojemny jest mój umysł. Nie sądziłam jak dużo jestem w stanie zapamiętać. Daty, wydarzenia, pojęcia, definicje i poglądy. Kiedy skończyłam pisać pracę zaliczeniową, spojrzałam za okno. W szybę pukał blady świt. Godzina do wschodu słońca. Po raz pierwszy siedziałam nad czymś do.. szkoły - do piątej nad ranem. I przyszło mi to nadzwyczaj naturalnie. Jakby nóż gwałcący moje dziewicze lenistwo przeciął je i zniszczył. I nie bolało. Chyba studenci dostają tę łaskę od Boga i nie boli ich gdy siedzą nad czymś do rana.

A nadchodząca sesja będzie dla nas niczym Stalingrad. Przynajmniej mam taką nadzieję. Będzie to zmasowany atak niemieckiej armii o twarzach naszych wykładowców - na biednych studentów bez dobrego uzbrojenia, posiłków, zimowych mundurów. Pierwsza bitwa będzie trwać dwa dni. Później przerwa. Opatrzenie ran, przeanalizowanie błędów, przyznanie się do klęsk w niektórych posunięciach. Obietnica poprawy. I systematycznej nauki i.. i pewnie wszystko potoczy się standardowo. Jutro, nie teraz, za godzinę.. I mam nadzię, że to będzie powtórka ze Stalingradu, bowiem zdziesiątkowani, półżywi, zmarznięci i głodni - wygramy tę bitwę. Zniszczeni nauką, niewyspani, niedożywieni - wiecznie na zupkach chińskich i kawie - przetrwamy. A niemiecki wojska wycofają się.

Zaliczą nam ten semestr.

st

skomentuj (0)

wspomnienie świąt 2010-01-18 11:05:12

choina


2 lutego powinno się zlikwidować wszystko co jest związane ze świętami Bożego Narodzenia. Dyrektywy kościelne. I tak się złożyło w tym roku, że nie miałam tej corocznej przyjemności przeżycia świąt w świętym spokoju. Nie wiem czy powinnam zmienić tradycje, czy zmienić powinności czy nie zmieniać nic i narazić się. Bo komuś w końcu będzie trzeba.

A jakie były te święta? Dawno, dawno temu.. było zimno..

Dzień wcześniej pożegnałam się czule z Ksenią. Wiedziałam, że następne dni przyniosą mi tylko i wyłącznie pośpiech i taplanie się w mokrym śniegu i kałuży po odwilży. Święta spędziłam z dala od rodziny. Z chłopakiem i jego matką. Rzeczywiście taplałam się. Do pociągu, od pociągu, po choinkę, do centrum handlowego, do sklepu mięsnego, po sernik, słodycze i susz. Czułam się jak pierwszy oficer. Zrobiłyśmy tę kolację razem, podczas gdy w rodzinnym domu - w ten czas - podejście do zaoferowanej matki oznacza narażenie się na rozmaite problemy.

Wiedziałam też, że każda z nas musi stoczyć swój własny pojedynek. Ksenia walczyła o własnego ojca. O tradycję i porządek. I o zadowolenie własnej siostrzenicy, która w te święta - jako półtoraroczne dziecko - powinna już kojarzyć i reagować świadomie na lampki choinkowe, prezenty, przysmaki i gości. Gości w komplecie. Przeto ojciec jest istotnym - jakby to powiedzieć - elementem.. świąt. A Ksenia jest dzielna.

Anulka ma już wszystko swoje. Swojego męża, swoją córkę i swój dom. Swoje plany, troski i problemy. Swoje szczęścia mniejsze i większe. I swoje święta. Z niewielką pomocą kobiet z rodziny Anulka może poczuć się jak matrona. Dostanie swoje miejsce w kuchni i zostanie dopuszczona do rozmów starszyzny plemiennej. Będzie mogła - jako matka i żona - narzekać na męża i dziecko, na sytuację w państwie, na brak pieniędzy, na korzonki, żylaki i bóle głowy. Niewykluczone, że Anulka narzekać nie musi. Ale ma święte prawo. Jest już dorosła.

Emi jest rozdarta między ukochanego mężczyznę a ukochanego brata. Ukochany mężczyzna jest w Polsce, a brat nie. Aby ulżyć strapionej matce, Emi wyjeżdża. Zostawia pogrążoną jeszcze wtedy w śniegach i lodach polską przedświąteczną rzeczywistość i odchodzi, tocząc za sobą walizkę na kółkach - na przystanek. A stamtąd na lotnisko i do Liverpoolu. Z nadzieją, że w następnym roku powrócą wszyscy troje.

Z Ksenią towarzyszyłyśmy Emi od samego początku, po ostateczne pożegnanie. A było co robić.. Dzień wcześniej ubrałyśmy Emi choinkę. Bez choinki. Aby zaoszczędzić siły na taszczenie drzewa z ulicy, nie wydawać za dużo - postanowiłyśmy ubrać roślinkę doniczkową. Lampki, bombki, łańcuchy.. Wszystko wyglądało dobrze, może poza kształtem. Bo choinki to to nie przypominało. Później była uroczysta kolacja, prezenty, barszczyk i kolędowanie. Później był opłatek i życzenia. Nieco - rzekłabym - momentami makabryczne, ale w pore, przed Wigilią właściwą - odwołane. A później była twórczość własna. I kolęda o naszej przyjaźni.

Wtedy zdałam sobie sprawę, że zapomniałam o najważniejszym dla Emi. Zapomniałam o opłatku dla jej całej rodziny za granicą, który miałam osobiście dostarczyć. I trzeba było libację odsypiać w trybie skróconym. Na samą myśl robi mi się zimno. Minus dwadzieścia stopni, ósma rano. Wszędzie śnieg. Mój szalik zakrywa nos, a czapka niemalże całe oczy. Człapiemy do kościoła. Żadna z nas nie wie którym wejściem spośród trzydziestu możliwych - udać się do tej niewielkiej, szczelnie ukrytej zachrystii. Ale udaje się. Otwiera siostra i pyta czy opłatek potrzebny nam do szkoły, i tym pytaniem nas nie zdziwiła wcale. Nas ciągle pytają czy jesteśmy pełnoletnie.

I to był 16 grudnia. Kilka dni później spadł nowy śnieg. Tego dnia miałam dotrzeć na Powiśle. Miałam odwiedzić Ksenię w pracy, oddać jej klucze i wrócić do domu. I to był dzień, który prawdopodobnie obie zapamiętamy do końca życia, bo śnieg padał niemiłosiernie. Temperatura spadła do poziomu w jakim żyją pingwiny. Odczuwalna.. powiedzmy - minus pięćdziesiąt. Uwięzione w maleńkiej restauracji czekałyśmy na samochód. A później nie było nam dużo łatwiej.. Bowiem poruszając się 3 metry na godzinę - wysadzone zostałyśmy w środku Warszawy. Do metra dobić się wśród zasp i mrozu i kotłującego śniegu nie było tak najtrudniej.. Ale stanie na przystanku, być może tylko dziesięć minut - odmóżdżyło nas totalnie. Nigdy wcześniej nie śmiałam się z tak niedorzecznych zjawisk, spraw i ludzi.. Zachowałam trzeźwość umysłu tylko raz. Kiedy przestrzegłam Ksenię przed dotknięciem językiem metalowej poręczy. Przy minus dwudziestu stopniach prawdopodobnie zostałaby przykuta do owej poręczy, aż do wiosny. Albo jej język.. No mniejsza.. Wesoło by nie było.
Tramwaj przyjechał, w tramwaju nie było dużo cieplej. Po chwili znów czekał nas pojedynek z mrozem i śniegiem sięgającym kolan. Do domu trafiłyśmy czerwone i zdyszane. Dystans od przystanku do klatki - 75 metrów. Niestety w taką pogodę przypominało to marsz zesłańców syberyjskich.

Dzień przed świętami Agatka zaręczyła się. Zadzwoniła do mnie, obie piszczałyśmy z radości. Kiedyś spędzałyśmy ten dzień razem. Co roku, rano. Co roku czekałyśmy w kolejce do spowiedzi ustalając zeznania. Kiedy wyjechałam do Londynu - nie mogłyśmy dalej tego robić, za czym autentycznie tęsknię. I może nie dlatego, że przestałam wierzyć w spowiedź w konfesjonale. Żałuję po prostu, że ten nasz zwyczaj - pod natłokiem różnych spraw - zszedł do lamusa.

Kasia spędziła święta z rodziną. Koniecznie tegoroczne.. musi spędzić z nami. Któryś dzień na pewno. Przed świętami wszystkie powinnyśmy być razem i nieskrępowane drzeć się na całe osiedle w rytm "Gdy się Chrystus rodzi.."

a póki co - Gwiazdko żegnaj na rok..


skomentuj (1)

itroduction 2010-01-16 18:14:29

This is a tale about six sisters of misfortune..
Ten blog mógłby się właśnie tak zacząć. Nieco baśniowo jak na opowieść o sześciu dwudziestotrzylatkach poszukujących swojego celu w życiu. Sześć żywotów kobiet poczciwych.. Sześć różnych życiorysów, które w pewnym momencie się krzyżują i nadal pragną obok siebie koegzystować. Sześć przeciwieństw.

Każda z nich studiuje. Każda co innego. I każda lubi co innego i jada co innego i ubiera się inaczej.
Łączy je miłość do samych siebie i siebie nawzajem. Do mężczyzn realnych i tych mniej realnych. Do kotów, dzieci, jaszczurek, pragnień i marzeń o wężu i małpie, pragnień o dużym psie i własnym mieszkaniu. I łączy je także związek małżeński z pieniędzmi. Przymus wejścia w relację tak niestabilną, niewdzięczną i przygnębiającą. Pieniądze zawsze wydają się wierne, a jakże szybko odchodzą. Pieniądze wydają się atrakcyjne, a jakże szybko zamieniają się w tak trywialne rzeczy jak jedzenie dla ludzi, dla kotów, podpaski, papier toaletowy i żarówki. Pieniądze można pokochać i z nimi zostać lub znienawidzieć i z nimi trwać.

Jak zrobić z nich szczęście? Trzeba mieć ich lekki nadmiar. I to jest właśnie sedno całych trosk związanych z dorosłością.
Wszystko teraz robi się dla siebie, a jeśli dla innych.. idzie za tym głębokie uczucie lub czysty zysk. Lub jedno i drugie.. dla niektórych. I idzie za tym coś czego wielu nie przerabiało nigdy. Odpowiedzialność.

Będzie to opowieść nieco wzniesiona z poziomu rzeczywistości na poziom przyjemniejszy czytelnikowi. Lub nawet przyjemniejszy nam samym. Niemniej jednak będzie to opowieść o młodych dorosłych, którzy starają się ogarnąć to wszystko rozumiem i nie zwariować.

skomentuj (0)
2010
luty
styczeń