przydawka
Dzisiaj przyszła ostatnia lista poległych i ocalonych z bitwy z Generałem Odziemkowskim! Zaliczyłam Historię na 4,5! Nie ściągałam. Tym większą mam satysfakcję i nieopisaną radość. W historii bitwa pod Stalingradem zakończyła się 2 lutego. My zakończyliśmy ją 1 lutego. Czyli można rzec, iż historia się powtarza.
Oczywiście są ofiary. Tej i poprzednich bitew. Ale mamy świadomość, że te osoby mają szansę na odwet. Rewanż na który muszą się umówić i.. zaliczyć. Ja mam spokój. Przynajmniej na dzisiaj na wieczór. Od jutra zaczynam kolejną batalię. Tym razem muszę się przygotować z Pomarańczowej Rewolucji. I już w tę niedzielę!
Także od bitwy do bitwy. Od potyczki do potyczki. I tak na stępne dwa i pół roku.
Poniżej przedstawam parodię stylu pisania artykułów z naszego wspólnie z dziewczynami wielbionego od wieków - dziennika FAKT! Tamtejsi dziennikarze potrafią - w zależności od głupiego widzimisię - przedstawić jedną sytuację w sposób tak absurdalny i niedorzeczny.. a zarazem tak żałosny.. Że nic, tylko trzeba przeczytać także tę przypowieść. Wczoraj doszło między mną i panną Emi a jednym staruszkiem z osiedla do zażartej polemiki. Dla redakcji Faktu pewnie brziałoby to tak: O tym jak dwie nazistki.. a z resztą spójrzmy na dół.

Dzisiaj w godzinach przedpołudniowych w sklepie Społem niedaleko zajezdni na Woli, dwie osiedlowe łobuzice ustawiły się w kolejce do kasy, by zakupić wódkę i papierosy. W kolejce przed tymi dwiema kryminalistkami ustawił się biedny emeryt z pobliskiej kamienicy. Kiedy Marta B pseudonim "dziunia" i Emilia C pseudonim "żmija osiedlowa" przepychają się do przodu (przy pomocy kasteta, ciężkich glanów obleczonych żelazem oraz dwóch scyzoryków) krzyczały i smiały się do rozpuku - staruszek delikatnie poprosił o zachowanie ciszy. Wtedy w Martę B - której dziadek służył w Wermahcie, a konkubent uciekł za granicę przed alimentami za 12 swoich dzieci - wstąpił szatan. Zaczęła wydzierać się na biednego dziadka machając mu przed oczyma kastetem i łańcuchem. Staruszek zapytał ile mają lat. Znany na osiedlu filantrop i dobrodziej każdemu dziecku kupuje tyle wafelków ile dana osoba liczy lat. Zapytawszy nazistki o wiek, usłyszał - tym razem od Emilii C - grad wyzwisk i gróźb karalnych. Zrozumiał, że jest atakowany i próbował się wycofać. Wtedy wspominana już Emilia C - której dwaj konkubenci odsiadując w San Quentin wyrok za morderstwa - zagroziła dziadkowi śmiercią, twierdząc, że nie przeżyje następnych dwudziestu lat. Całości przyglądali się sterroryzowani pracownicy sklepu oraz sąsiedzi. Ktoś nawet zawiadomił policję, ale terrorystki zdążyły zbiec z miejsca zbrodni. Chodzą słuchy, że Marta B ma w policji znajomych, a Emilia C od dawna rządzi w osiedlowej zorganizowanej grupie przestępczej. Sprawę prowadzi prokuratura.
Na miejscu grupy docelowej płatków Cini Minis - czyli bachorków siedzących za stołem i drących japę o coś słodkiego - poczułabym się conajmniej zaniepokojona (kliknij w płatki)
Czuję się w miarę usatysfakcjonowana. Nie wiem czy mam prawo być spokojna, bowiem Generał Odziemkowski jest bardzo łagodnym człowiekiem i zabójczo wymagającym profesorem. Usposobienie największego przeciwnika w sesji zimowej, zaraz obok Feldmarszałka Wojtaszczyka - jest stuprocentowo profesjonalne. Generał nas nie straszył. Uśmiechał się i z uśmiechem przedstawił nam pięć zagadnień. Pięć pytań. Rozpoczęłam batalię i oddałam pracę jako ostatnia. Napisałam dużo. Ale czy z moich wypocin wyniknie cokolwiek? Czy zdam?
W tym tygodniu wywieszona zostanie lista poległych oraz rannych. Wątpię by ktokolwiek wyszedł z tego bez szwanku, ale nawet ranni - nadal będziemy żyć. I nadal możemy bić się o zaliczenie tego roku. Za dwa tygodnie umówimy się na wielką bitwę z dwoma potężnymi przeciwnikami, ale nie trwożą nas już tak jak Prawo i Historia. W ten weekend walczyliśmy o zaliczenie semestru. Później będziemy walczyć o punkty. Też istotne, ale nie tak priorytetowe jak ostatnio.
Wiem już, że nauka do wczesnych godzin porannych (podobno godzina 3.00 częściej nazywana jest ranną niżeli nocną) być może odnosi skutek, ale wzmaga wzrost adrenaliny następnego dnia. Tak bardzo się bałam. Bałam się, ale poszłam na front. I wiem, że tak trzeba. Trzeba iść na front i uśmiechać się.
... za nami. Dzisiejsza temperatura odczuwalna w ciągu dnia była bliska zeru absolutnemu. W nocy - równa. Uniwersytet mieści się w byłym garnizonie Marszałka Piłsudskiego pod lasem. Dzisiaj wszędzie znajdowały się metrowe zaspy. Mróz szczypał w każdą odsłoniętą lub nie dość zakrytą część ciała. Wiatr hulał, a my niczym czterdziestopięcio osobowa kompania ruszyliśmy na naszą pierwszą bitwę o wygrany semestr. Aura zbliżona do Stalingradu z czterdziestego drugiego. Byliśmy zdeterminowani, niewyspani i głodni. Po kilku herbatach i niedokończonym kapuśniaku w szkolnej stołówce ruszyliśmy na wroga.
Zaczęło się kwadrans po jedenastej i trwało niewiele ponad dziesięć minut. Wyniki boju miały być wywieszone już w poniedziałek, ale pułkownik Jarentowski, dowódca piątego pułku Nauki o Prawie wystawił bilans strat i ofiar już dzisiaj po północy. Ja przeżyłam. Michał i Karolina również. Doznaliśmy pewnych ran postrzałowych o których dowiedzieliśmy się tuż po wyjściu z sali, ale udało się! Tę bitwę udało nam się wygrać. Jutro dwie następne. Pięć mniejszych w postaci zwykłego "zal" w indeksie już mam. Jeszcze tylko dwie bitwy i wojna wygrana! Tylko dwie do pełnego sukcesu.. tak niewiele. Ale jakich przeciwników mamy tym razem! Młodszego sierżanta Cebula - zastępcę dowódcy sił zbrojnych Nauki o Polityce, oraz Wilka Pustyni.. Generała Najnowszej Historii Politycznej Odziemkowskiego. Wygrać z Generałem oznacza geniusz strategiczny. Ale przegrać i wykrwawić się w pojedynku z nim - to nie hańba.
Zziębnięci i osłabieni, przedzieraliśmy się przez skutą lodem Warszawę. Z okolic cmentarza Powązkowskiego przez Centrum i Mokotów, po ośnieżony Służew nad Dolinką. Gdy po blisko godzinie podróży trafiliśmy TAM - nasza radość nie miała granic. Zaopatrzeni w jedną niewielką książkę o prawie oraz notatki z nauki o polityce - powitani zostaliśmy w progach NAJTAŃSZEGO XERO W WARSZAWIE!
Z Karoliną i Michałem byliśmy trójką pielgrzymów, którzy podobnie jak cała reszta podróżujących po mieście studentów, trafiła do Mekki każdego wojaka toczącego regularne bitwy o wyższe pełne. I nasza trójka napotkała inną trójkę, która wypełniła nasze serca miłością i spokojem. Nigdy nie czułam większego szacunku i podziwu dla szerego pracownika punktu xero, niżeli dla tych młodych ludzi. Wszędzie śnieg i lody. Mróz i Syberia, a oni dzisiaj przyjmowali do 22.00!
Dwóch kapłanów oraz jedna adeptka przywitali nas z uśmiechem i życzliwością, poczęstowali czekoladą i skopiowali nam tony pergaminów za niecałe 3 złote. Po ponownym zawitaniu w ich skromnych, acz przytulnych progach - po tym kiedy mości Michał przezwyciężył swój marazm i powziął za cel skserowanie i sobie materiałów z prawa - kapłani zaproponowali nam zamieszkanie u nich. A byłoby co robić. Pielgrzymów codziennie mają setki. Zwłaszcza przed tą THE FINAL BATTLE zwaną sesją zimową. A jutro odwiedzi ich telewizja. Taki los bohaterów Warszawy.
Spojrzałam w oczy smoka i przeraził mnie. Wiem, że nie jestem z tą trwogą osamotniona. Wiem, że są ludzie, którzy podobnie jak ja - nie potrafią cieszyć się na nadchodzącą bitwę. A bitwa takowa odbędzie się już w sobotę.
Sesja.
Nie zdawałam sobie sprawy z tego jak bardzo pojemny jest mój umysł. Nie sądziłam jak dużo jestem w stanie zapamiętać. Daty, wydarzenia, pojęcia, definicje i poglądy. Kiedy skończyłam pisać pracę zaliczeniową, spojrzałam za okno. W szybę pukał blady świt. Godzina do wschodu słońca. Po raz pierwszy siedziałam nad czymś do.. szkoły - do piątej nad ranem. I przyszło mi to nadzwyczaj naturalnie. Jakby nóż gwałcący moje dziewicze lenistwo przeciął je i zniszczył. I nie bolało. Chyba studenci dostają tę łaskę od Boga i nie boli ich gdy siedzą nad czymś do rana.
A nadchodząca sesja będzie dla nas niczym Stalingrad. Przynajmniej mam taką nadzieję. Będzie to zmasowany atak niemieckiej armii o twarzach naszych wykładowców - na biednych studentów bez dobrego uzbrojenia, posiłków, zimowych mundurów. Pierwsza bitwa będzie trwać dwa dni. Później przerwa. Opatrzenie ran, przeanalizowanie błędów, przyznanie się do klęsk w niektórych posunięciach. Obietnica poprawy. I systematycznej nauki i.. i pewnie wszystko potoczy się standardowo. Jutro, nie teraz, za godzinę.. I mam nadzię, że to będzie powtórka ze Stalingradu, bowiem zdziesiątkowani, półżywi, zmarznięci i głodni - wygramy tę bitwę. Zniszczeni nauką, niewyspani, niedożywieni - wiecznie na zupkach chińskich i kawie - przetrwamy. A niemiecki wojska wycofają się.
Zaliczą nam ten semestr.

This is a tale about six sisters of misfortune..
Ten blog mógłby się właśnie tak zacząć. Nieco baśniowo jak na opowieść o sześciu dwudziestotrzylatkach poszukujących swojego celu w życiu. Sześć żywotów kobiet poczciwych.. Sześć różnych życiorysów, które w pewnym momencie się krzyżują i nadal pragną obok siebie koegzystować. Sześć przeciwieństw.
Każda z nich studiuje. Każda co innego. I każda lubi co innego i jada co innego i ubiera się inaczej.
Łączy je miłość do samych siebie i siebie nawzajem. Do mężczyzn realnych i tych mniej realnych. Do kotów, dzieci, jaszczurek, pragnień i marzeń o wężu i małpie, pragnień o dużym psie i własnym mieszkaniu. I łączy je także związek małżeński z pieniędzmi. Przymus wejścia w relację tak niestabilną, niewdzięczną i przygnębiającą. Pieniądze zawsze wydają się wierne, a jakże szybko odchodzą. Pieniądze wydają się atrakcyjne, a jakże szybko zamieniają się w tak trywialne rzeczy jak jedzenie dla ludzi, dla kotów, podpaski, papier toaletowy i żarówki. Pieniądze można pokochać i z nimi zostać lub znienawidzieć i z nimi trwać.
Jak zrobić z nich szczęście? Trzeba mieć ich lekki nadmiar. I to jest właśnie sedno całych trosk związanych z dorosłością.
Wszystko teraz robi się dla siebie, a jeśli dla innych.. idzie za tym głębokie uczucie lub czysty zysk. Lub jedno i drugie.. dla niektórych. I idzie za tym coś czego wielu nie przerabiało nigdy. Odpowiedzialność.
Będzie to opowieść nieco wzniesiona z poziomu rzeczywistości na poziom przyjemniejszy czytelnikowi. Lub nawet przyjemniejszy nam samym. Niemniej jednak będzie to opowieść o młodych dorosłych, którzy starają się ogarnąć to wszystko rozumiem i nie zwariować.